Ruszamy za ocean

Machu Picchu z fotografem

Lecimy do Peru. Przed nami najdłuższa z naszych dotychczasowych fotowypraw. Taki wyjazd, z tak napakowanym programem, to prawdziwa przygoda życia. Będziemy w Limie i w Cuzco. Sfotografujemy wulkan El Misti o zachodzie słońca i kondory nad kanionem Colca o wschodzie. Będziemy mieszkać u Indian na wyspie na jeziorze Titicaca i w drewniano-liściastych chatkach w amazońskiej dżungli. W Machu Picchu nigdzie nie będziemy się spieszyć – pojawimy się tu o świcie i zostaniemy przez cały dzień. I to dwa razy, na wypadek gdyby pogoda chciała nam spłatać psikusa. Czekają nas wspaniałe trzy (prawie) tygodnie z aparatami w dłoniach (albo na statywach) w towarzystwie pozytywnie zakręconych fotografów. Ale będzie fajnie 🙂

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Zimna galeria

Plaża Utakleiv

Zrobiło się ciepło, więc można trochę przymrozić. Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z Lofotów – plonu kwietniowego wypadu na ten niesamowity archipelag. Miłego oglądania 🙂

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

Fotowyprawa Andaluzja – październik 2016

Zachód słońca

Jedziemy do Andaluzji – niezwykłej krainy mocnego wina, gorącej krwi i wspaniałych pejzaży. Będziemy fotografować ostatnie promienie słońca muskające mury Alhambry, oślepiająco białe pueblos blancos przyklejone do skalnych zboczy, niekończące się gaje oliwne, spowite mgłą lub błyszczące w ciepłym świetle skały Torcal de Antequera i wiele innych atrakcji. W Andaluzji uroda miast i miasteczek idzie w parze z pięknem krajobrazu, a przyjazny klimat sprawia, że chce się tu zostać na dłużej – szczególnie jesienią, kiedy nie doskwierają już letnie upały. Po drodze na południe Hiszpanii będziemy przejeżdżać przez Kastylię i nie odmówimy sobie przyjemności zobaczenia ikony tutejszego krajobrazu: słynnych wiatraków Don Kichota.

Program fotowyprawy poniżej oraz na stronie Klubu Podróży Horyzonty.

Ronda 02

Pueblos blancos

Jedną z wizytówek Andaluzji są słynne „białe miasta”, dramatycznie rozłożone na wysokich wzgórzach albo między skałami. Każde ma swoją specjalność: Ronda słynie z mostu przerzuconego nad głębokim kanionem, Montefrio ze wspaniałych punktów widokowych, a Setenil de las Bodegas z uliczek dosłownie wtopionych w skały. Nieśpieszne spacery to najlepszy sposób na poznanie pueblos blancos – czasu na fotografowanie będziemy mieli pod dostatkiem.

Pamiątka po kalifach

O Alhambrze słyszał każdy. Potężny kompleks pałacowo-zamkowy przez wieki był siedzibą mauretańskich władców, a jego mury do dziś dominują nad starą Granadą. Alhambra wspaniale prezentuje się zarówno od zewnątrz, jak i od środka, dlatego najpierw będziemy ją fotografować z daleka, a później zagłębimy się w świat reprezentacyjnych sal, zacisznych dziedzińców i pachnących ogrodów. Zajrzymy też do Albaicin, czyli mauretańskiej starówki z brukowanymi uliczkami stromo wznoszącymi się na przeciwległe zbocze.

Śladem Don Kichota

Rycerz Posępnego Oblicza nie wygrał z wiatrakami, ale my mamy dużą szansę. Wystarczy, że pojawimy się przy nich o świcie i zmroku, czyli w porze najlepszego światła, a nic nie odbierze nam pięknych kadrów. Najbardziej znane skupiska kastylijskich wiatraków stoją na wzgórzach nad Consuegrą i Campo de Criptana. Oba znajdują się w programie naszej fotowyprawy.

Consuegra

PROGRAM

1 dzień – Wiatraki nad Consuegrą

Przelot z Warszawy do Madrytu. Przejazd do Consuegry na plener z wiatrakami i zamkiem. Zarówno wiatraki, jak i zamek stoją na wysokim wzgórzu, z którego rozciągają się wspaniałe widoki.

Consuegra 02

2 dzień – Z Kastylii do Andaluzji

Po śniadaniu czeka nas przejazd do Cordoby i fotografowanie słynnej Mezquity, czyli meczetu przebudowanego na katedrę. W tej jedynej w swoim rodzaju świątyni płynnie przenikają się pierwiastki dwóch wielkich religii. Najbardziej fotogeniczny jest las arkadowych kolumn, będących pozostałością po czasach muzułmańskich. Zagłębimy się też w uliczki starego miasta, a o zachodzie słońca będziemy fotografować rzymski most na rzece Gwadalkiwir.

Cordoba most

3 dzień – Most nad przepaścią

O świcie kolejna sesja przy rzymskim moście. Po śniadaniu przejedziemy do Rondy, pierwszego „białego miasta” na naszej trasie, znanego z mostu łączącego dwie dzielnice. Przez cały dzień będziemy je eksplorować fotograficznie, włączając w to zachód słońca, kiedy rozstawimy się w najbardziej znanym miejscu widokowym.

Ronda 01

4 dzień – Pueblos blancos

Ciąg dalszy fotografowania „białych miast”. Przed południem czeka nas kolejny spacer po Rondzie, połączony z wyszukiwaniem najciekawszych kadrów. Następnie przejedziemy do Setenil de las Bodegas. To miasteczko znane jest z domów wbudowanych w skały i skał przewieszających się bezpośrednio nad ulicami. Wrażenia niesamowite! Wieczorem powrót do Rondy.

Setenil de las Bodegas

5 dzień – Skalne miasto

Po śniadaniu przejedziemy do Torcal de Antequera – najbardziej znanego skalnego miasta w Andaluzji. Droga jezdna prowadzi na szczyt góry, do kompleksu turystycznego, skąd ścieżki wyprowadzają między skały (na miejscu jest też kawiarnia). Po nasyceniu oczu widokami (i kart pamięci zdjęciami) przejedziemy do Montefrio, samotnego pueblo blanco w andaluzyjskim interiorze. To piękne miasteczko będziemy o zachodzie słońca fotografować z okolicznego punktu widokowego.

Montefrio

6 dzień – Kto nie widział Granady…

… ten nie widział niczego – tak głosi stare hiszpańskie przysłowie. Po śniadaniu przejedziemy do jednego z najpiękniejszych miast Półwyspu Iberyjskiego. Szczególnie urokliwa jest stara dzielnica Albaicin, tym bardziej że z niektórych miejsc rozciągają się widoki na wspaniałą Alhambrę. Kulminacyjnym punktem pleneru będzie sesja o zachodzie słońca w najlepszym miejscu widokowym.

Alhambra

7 dzień – Alhambra i wiatraki

Dzisiejsze przedpołudnie spędzimy na nieśpiesznym fotografowaniu słynnej Alhambry od środka. Następnie czeka nas długi przejazd do Campo de Criptana. To kolejna kastylijska miejscowość znana z malowniczych wiatraków, które będziemy fotografować o zachodzie słońca, przy najlepszym świetle.

Krajobraz Andaluzji

8 dzień – Powrót do Polski

Po śniadaniu przejazd na lotnisko do Madrytu i powrót do Warszawy.

Antequera 02

 

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

Minus trzy lata, plus jeden miesiąc

Rynek w Arequipie

Powyższe zdjęcie zrobiłem dokładnie trzy lata temu, 29 kwietnia 2013 r. Przedstawia Plaza de Armas w Arequipie. Pamiętam, że chciałem uwiecznić katedrę z wulkanem El Misti w tle. I nijak nie mogłem – sam plac jest fotogeniczny, ale cielsko katedry tak duże, że zasłania prawie cały wulkan. Trzeba było coś przedsięwziąć, na przykład wleźć na dach budynku po drugiej stronie placu. W upatrzonym miejscu poniżej była knajpa. Udało mi się zagadać z obsługą i po wąskich, trzeszczących schodkach wdrapałem się na dach. Kolejną kwestią było takie ustawienie statywu, żeby sensownie skadrować zdjęcie i nie spaść (co nie było proste, bo trzeba było stanąć na samej krawędzi).

Za miesiąc (z hakiem) znowu tam będziemy. Nie planuję jednak wspinaczki na dach – w Arequipie jest sporo innych miejsc, z których można zupełnie bezpiecznie sfotografować El Misti.

Opublikowano Aktualności | 3 komentarzy

Po drodze do marketu

Domki rybackie na Lofotach

Na Lofotach spaliśmy w czadowym domku ex-rybackim w kompleksie czadowych domków ex-rybackich zamienionych w turystyczne. To ścisłe okolice Reine, czyli jedno z najpiękniejszych miejsc w Norwegii, położone na mikroarchipelagu u ujścia fiordu. Podczas rezerwacji zostałem poinformowany, że obsługa mówi w moim języku, więc wyobraziłem sobie, że będzie tam jakaś sympatyczna pokojówka albo ktoś w tym rodzaju. Okazało się, że Polka jest właścicielką całości…

Reine to dziura zabita dechami ale market tam mają (dwie wyspy dalej). Dzięki temu można rano wyskoczyć po chleb za 20 zł i po drodze oglądać widoki takie jak powyżej.

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

Front za frontem

Haukland 01

To miał być dzień beznadziejnej pogody na Lofotach. Tak wynikało z zapowiedzi. Na szczęście w tej części świata zapowiedzi nie zawsze się sprawdzają (w zasadzie często się nie sprawdzają – na szczęście na korzyść rzeczywistości). Tego dnia miała być stała pokrywa chmur i ciężkie śnieżyce. Te drugie owszem, były – nasz samochód kilka razy zamieniał się w bałwana. Za to między nimi pojawiały się przejaśnienia, z promieniami słonecznymi strzelającymi tu i ówdzie. Na przykład na górę nad plażą Haukland, kiedy tam dotarliśmy. A w zasadzie nieco później, bo gdy wysiadaliśmy z samochodu, nic nie wskazywało na to, że za chwilę zaświeci słońce. Ślady po śnieżnym froncie widoczne są na pierwszym planie. Oczywiście wkrótce potem znowu zaczęło padać…

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

To nie Himalaje…

Eggum 01

… to Lofoty. Fotograficzny rekonesans był bardzo udany. Dotarliśmy do wszystkich  miejsc, do których dało się dojechać samochodem (oraz do takich, do których się nie dało). Oprócz miejscówek powszechnie znanych odkryliśmy takie, o których nikt wcześniej nie wspominał. Każda była inna, ale miały jeden wspólny mianownik – olśniewające widoki. Pogoda była dynamiczna jak chyba zawsze w tych stronach, dzięki czemu nigdy nie widzieliśmy żadnego miejsca w takim samym świetle. O tej porze roku za kołem podbiegunowym wciąż jeszcze jest zima, a góry wyglądają jakby były dziesięciokrotnie wyższe.

Powyższe zdjęcie zrobiłem… na plaży. Dokładniej, na plaży Eggum, znanej wśród „zorzowców” (nic nie ogranicza widoku na północ). Po jednej stronie miałem morze, a po drugiej „Himalaje”.

Następne zdjęcia z Lofotów na dniach.

Opublikowano Aktualności | 3 komentarzy

Gwiazdy za bramą

Gwiazdy nad Erg Chebbi 01

Efektowne zdjęcia gwiezdnych smug są coraz modniejsze. Nic dziwnego: fajny kadr, z dobrze dobranym pierwszym planem, może wzbogacić każdą galerię. Nie wszędzie da się go jednak zrobić – szczególnie w Europie, gdzie zanieczyszczenie świetlne należy do najwyższych na świecie i sztuczne światło zasłoni to, co chcemy sfotografować (albo zafarbuje niebo na jakiś brudnopomarańczowy kolor, choć gołym okiem nie będzie tego widać). Trzeba znaleźć odludne pole, brzeg akwenu (uwaga na mgły) albo wdrapać się na górę. Jeśli ktoś nie mieszka w dziczy albo w pobliżu takowej, musi się sporo wysilić. Tym bardziej, że przynajmniej w jedną stronę będzie się szło/jechało po ciemku.

Co innego w Maroku. Kulminacyjnym punktem naszej ubiegłorocznej fotowyprawy był Erg Chebbi – saharyjska piaskownica z kilkusetmetrowymi wydmami. Przed zagłębieniem się w piachy mieliśmy regeneracyjny nocleg w hotelu. Hotel wychodził bezpośrednio na wydmy, a na piętrze znajdował się taras z ozdobną „bramą”. Głupio byłoby nie wykorzystać takiej okazji, tym bardziej że mój pokój znajdował się na tarasie, dwa metry stąd…

Na fotowyprawach zawsze wstajemy o barbarzyńskich godzinach, ale tym razem ustawiłem budzik na jeszcze wcześniejszą – jakoś tak dwie godziny przed świtem. Dzięki temu mogłem sfotografować „ruch” gwiazd na zupełnie ciemnym niebie i pierwszą jutrzenkę, która dodała kadrowi dynamiki. Wyszedłem z pokoju z aparatem na statywie, umieściłem go w upatrzonym miejscu, nacisnąłem co trzeba i… poszedłem spać. Tak można fotografować 🙂

Kiedy po obudzeniu się wyszedłem z pokoju (trochę po wschodzie słońca), aparat nadal flegmatycznie pstrykał według zadanego programu. Pamiętam, że poczułem lekkie wyrzuty sumienia: ja sobie spałem, a mój przyjaciel musiał w samotności tyrać…

Wszystko wyszło jak trzeba: nikt nie ukradł sprzętu, a gwiazdy ładnie się naświetliły. Mniej więcej po godzinie fotografowania bramę od dołu oświetliła jakaś słaba żarówka, nadając jej trójwymiarowy wygląd. Nad lewym łukiem wprawne oko dojrzy też linię spadającej gwiazdy. Na szczęście w kadr nie wdarły się żadne światła samochodu (między hotelem a wydmami jest droga).

Puryści mogą narzekać, że wyciąłem gwiazdę polarną i na zdjęciu nie ma „całego kółka”. Kółek mam już pod dostatkiem, a tu chodziło mi o bramę i przesunięcie kadru na wschód, w stronę pierwszego brzasku. Gwiezdny wir w całości załapał się na następne nocne zdjęcie, zrobione już między wydmami:

Gwiazdy nad Erg Chebbi 02

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

Mokradła z widokiem

RM 11

Bagna, moczary i rozlewiska zazwyczaj kojarzą się z niedostępnym terenem, na który wstęp mają wyłącznie łosie. Na szczęście są wyjątki, a jednym z nich jest szkockie Rannoch Moor. Dostać się w to przepiękne królestwo wody i wrzosowisk jest banalnie łatwo – przez sam środek przebiega droga A82, ta sama, która chwilę później zagłębia się w słynny kanion Glen Coe. Zostawia się samochód na parkingu (są mniej więcej co pół mili) i od razu można zacząć brodzić. Wysokie buty, niewrażliwe na wodę, są niezbędne. Nagrodę za tę przyjemność stanowią widoki na odbijające się w wodzie Munros (tak Szkoci mówią na góry o wysokości ponad 3000 stóp).

Rannoch Moor można też oglądać z okien pociągu. Trudno sobie wyobrazić jak wyglądała budowa linii kolejowej w takim terenie. Zanim w ogóle zaczęto kłaść tory, konieczne było ułożenie wału z setek ton nawiezionej ziemi wymieszanej z gruzem i drewnem.

Miejsce jest oczywiście popularne wśród fotografów…

RM 12

… którzy mają do dyspozycji niezliczone jeziorka i wrzosowe cyple:

RM 13

O każdej porze roku Rannoch Moor jest ładne, ale najlepiej pojawić się tu późną jesienią – przynajmniej z trzech powodów:

  • jest duża szansa, że szczyty gór będą już w śniegu (a wtedy zawsze lepiej wyglądają);
  • w niższych temperaturach powietrze jest bardziej przejrzyste niż latem;
  • nie ma muszek midges, które w cieplejszych miesiącach zżerają człowieka żywcem.

W Rannoch Moor byłem w listopadzie (dwa razy) i w czerwcu. Wersja listopadowa bardziej mi odpowiada, dlatego właśnie wtedy poprowadziłem tu fotowyprawę (z niej wszystkie zdjęcia w tym wpisie) i dlatego za osiem miesięcy poprowadzę następną.

RM 14

RM 15

RM 16

RM 17

Jeśli ktoś chce zrobić podobne zdjęcia, powinien się spieszyć. Według obliczeń naukowców teren podnosi się o 2–3 mm rocznie i za kilkadziesiąt tysięcy lat będzie wyglądał już zupełnie inaczej…

 

Opublikowano Aktualności | 4 komentarzy

Zamki w śmietanie

Olsztyn 01

Jura Krakowsko-Częstochowska kręciła mnie odkąd sięgam pamięcią. Pamiętam jak w wieku lat nastu dorwałem skądś na krótko przewodnik i całymi wieczorami go… przepisywałem, żeby zachować dla siebie bezcenną wiedzę (kupić nie mogłem, bo nie było gdzie). Kraina „posępnych zamczysk” na białych skałach wydawała mi się bardziej egzotyczna niż dzisiaj medyna w Marrakeszu (chociaż to może żaden wyznacznik, bo arabskie suki dotąd są dla mnie bardziej swojskie niż np. duże centra handlowe w Poznaniu).

Potem wyrwałem się tam z kolegą. Pół nocy błąkaliśmy się pod Ogrodzieńcem nie mogąc znaleźć zamku, a potem zapadliśmy w sen na ławkach dworca PKP w Zawierciu. Byłem tak zmęczony, że otworzyłem oczy tylko dwa razy: kiedy z odległości 20 cm przyglądał mi się policyjny wilczur i kiedy nad ranem sprzątaczki przesuwały ławki razem z nami…

Tak było „za moich czasów”. Za moich współczesnych czasów, czyli kilka tygodni temu, odwiedziłem Jurę po raz enty. Liczyłem na zdjęcia zamków w surowym zimowym krajobrazie i na dramatyczno-krystaliczne światło. Surowy krajobraz był, światło – nie. Przez kilka dni widoczność przekraczającą 200 metrów mieliśmy tylko raz, w zamku Olsztyn (zdjęcie powyżej i dwa poniżej).

Olsztyn 03

Olsztyn 02

W częstochowskiej części Jury najlepszą bazą są Podlesice. Jest tam bardzo dobry hotel i dużo dobrych pensjonatów, częściowo funkcjonujących jako przystanie dla wspinaczy łojących okoliczne skałki. Wieś leży u stóp Góry Zborów – po pół godzinie rozgrzewającego spaceru można znaleźć się na szczycie i sfotografować wschód słońca. Albo mgłę, z której wynurzają się głowy potworów i skalne rogi:

Góra Zborów

Góra Zborów 02

W rowerowej odległości od Podlesic wyrasta długa skalna grzęda, a na obu jej końcach stoją dwa zameczki, Mirów i Bobolice. Ten pierwszy najbardziej wyniośle prezentuje się od strony wioski u podnóża:

Mirów

Jeżeli ktoś chce go sfotografować w takiej postaci, powinien się spieszyć, bo już rozpoczęły się prace renowacyjne. Spacer po grzędzie to sama przyjemność. Po pół godzinie dociera się do zamku Bobolice. Kiedyś był ruiną, z której można było wyjątkowo łatwo zlecieć w przepaść. Niedawno został odbudowany i trzeba przyznać, że wyszło mu to na dobre:

Bobolice

Nieco dalej od Podlesic (pół godziny samochodem) jest słynny Ogrodzieniec, uważany za najpiękniejsze ruiny zamku w Europie. Dla fotografujących ma ten plus, że dużo dobrych zdjęć można zrobić zza murów, o dowolnej porze. Najlepszy jest punkt widokowy na tyłach… chyba że jest taka mgła, że w ogóle nie widać stamtąd zamku. Na szczęście można też podejść bliżej:

Ogrodzieniec

Jak widać, mgła na Jurze nie musi oznaczać końca fotografowania. O ile w Tatrach przy takiej pogodzie zbytnio bym nie zaszalał (chyba że w Jaskini Mroźnej), o tyle jurajskie zamki prezentowały się w niej nastrojowo i tajemniczo, czyli tak jak powinny.

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy