Old Man of… Quiraing

quiraing_skala-zmn2

Old Man of Storr jest powszechnie znany fotografom, podobnie jak góry Quiraing. Oba miejsca znajdują się na wyspie Skye, a nawet na tym samym półwyspie (Trotternish, dokładniej ujmując). Co prawda nie da się ich sfotografować razem (w każdym razie nie widziałem takiego zdjęcia), ale okazuje się, że góry Quiraing też mają swojego Old Mana.

Nasza fotowyprawa „Szkocja 2” dotarła w te strony przed świtem, w beznadziejnej pogodzie nie zwiastującej udanych kadrów. Na szczęście to ta część świata, gdzie aura potrafi zmienić się w ciągu kilkunastu minut. Niebo zaczęło się przecierać i wszyscy raźno ruszyliśmy fotografować. Ponieważ w najbardziej znanych punktach widokowych byłem już kilka razy, postanowiłem pójść dalej. Ścieżka wiodła wzdłuż obrywu, w jednym miejscu mijając ryzykowną do przekroczenia kaskadę. Kawałek za nią wypatrzyłem samotną iglicę, sterczącą na pionowej skale. Fajna, tylko jak tam wejść? Na szczęście za skałą znajdowało się trawiaste zbocze – też prawie pionowe, ale co tam. Jakoś się wdrapałem i stanąłem w pięknym miejscu, z igłą na pierwszym planie i górami w tle. Rozstawiłem statyw (prawie spadając z nim ze skały) i zrobiłem kilka zdjęć. Czegoś w nich brakowało. Słońca!

No to czekamy. Układ chmur dawał nadzieję, że w końcu zaświeci, tym bardziej, że co jakiś czasy snopy światła padały na góry w różnych miejscach. Wreszcie jest! Ciach? No nie bardzo, bo w tym samym momencie zaczął padać deszcz – tak przemyślnie, że krople spadały prosto na przednią soczewkę obiektywu. No to szmatka. Wyczyścić, pstryknąć, wyczyścić, pstryknąć… Prawdziwa ruletka: wyjdzie zdjęcie z kroplami czy bez?

W końcu wyszły takie i takie. To powyżej jest bez. Patrząc na nie trudno uwierzyć, że było robione w deszczu.

Jeżeli ktoś chce zrobić podobne zdjęcia, będzie miał okazję za rok – w listopadzie 2017 organizujemy fotowyprawę na samą wyspę Skye. Mówi się, że jest najbardziej fotogeniczna na świecie, więc będzie co tu robić…

A poniżej wspomniana ścieżka i jedna z naszych Fotografek w akcji:

quiraing-02

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Między jesienią a zimą

loch-leven-zmn

Tak było w Szkocji. Jeszcze żółte i czerwone liście, a już śnieżna posypka na najwyższych szczytach. Pogoda była… atlantycka, czyli dużo wilgoci i pędzące po niebie chmury, zapewniające dramatyczne niebo na zdjęciach. Słońce wychodziło często, a słońce o tej porze roku oznacza wspaniałe światło – i to nawet w środku dnia. Na fotowyprawach do Szkocji wyjątkowo łatwo jest zrobić dobre zdjęcia. Dlatego za rok tu wracamy, choć w nieco zmienionej formule. A kadry z tegorocznych plenerów jeszcze nie raz zagoszczą na okfoto.pl

Na zdjęciu powyżej jezioro w okolicach Glen Coe – jak widać, tutaj jeszcze rządziła jesień.

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Kraina niezwykłych widoków

mordor-na-skye

Przed nami fotowyprawa do Szkocji. Druga z kolei – rok temu byliśmy tu po raz pierwszy i przywieźliśmy setki zdjęć. Teraz będzie podobnie, bo szkockie pejzaże nie mają sobie równych. Odwiedzimy dolinę Glen Coe, znaną wśród kinomanów (słynne sceny z Jamesem Bondem) i fotografów. Uważana jest za jedną z najpiękniejszych na Wyspach Brytyjskich, a niektóre z otaczających ją gór wyglądają jak wulkany. Jeszcze bardziej zachwyca wyspa Skye, z mnogością zatoczek, jeziorek, mikroskopijnych wodospadów i skalistych szczytów. Jej wschodniego brzegu strzeże Old Man of Storr – niezwykła grupa skalna stanowiąca jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na Ziemi.

Przewalające się nad Szkocją fronty atmosferyczne sprzyjają robieniu takich zdjęć, jak to na górze, z wybuchającym niebem nad górami Quiraing. Można też uprawiać fotografię nocną – i to bez specjalnego wysiłku, o czym świadczy dolne zdjęcie. Zrobił je sam aparat z okna hotelowego pokoju, w czasie, kiedy spokojnie jadłem kolację. Będzie je można powtórzyć, bo w tym hotelu spędzimy trzy noce.

szkocja-02

Opublikowano Aktualności | 2 komentarzy

Bawarska jesień

konigssee_sankt-bartholoma

Fotowyprawa do Bawarii za nami. Pogoda była kraciasta (czyli fotogeniczna), a atmosfera wspaniała. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wspólne sesje i miłe chwile. Za rok tu wracamy!

Niedługo zamieszczę pełną relację, a na razie „singiel” w postaci wybrzeża Königssee w pełnej jesiennej krasie.

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Drang nach Bayern

krowa-w-berchtesgaden

Mija dokładnie rok od mojego fotograficznego rekonesansu w Bawarii. Czas najwyższy żeby ruszyć na fotowyprawę. Jedziemy z grupą miłośników pięknych pejzaży, których na południowych krańcach Niemiec nie brakuje. Będziemy fotografować Alpy Bawarskie w najpiękniejszej, jesiennej szacie. Jeżeli pogoda dopisze choć częściowo tak jak rok temu, przywieziemy wspaniałe zdjęcia. Odwiedzimy górskie gniazdo Berchtesgadener Land, Alpy Wetterstein z najwyższym szczytem Niemiec i oczywiście najpiękniejszy kicz świata, czyli zamek Neuschwanstein. Niech światło będzie z nami!

Na zdjęciu powyżej krowa w przedświtowej mgle w okolicach Berchtesgaden (prawie fioletowa), a poniżej różne jednostki pływające na Königssee i malarsko-fotograficzny kościół Maria Gern, w sąsiedztwie którego spędzimy pierwsze dwie noce.

Fotowyprawa do Bawarii sprzedała się w kilka dni, ale bez obaw. Jeśli ktoś chce z nami pojechać, może to zrobić za rok. Będzie powtórka.

konigssee

maria-gern

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Pod słońcem Andaluzji

campo-de-criptana-03

Na początku października miałem przyjemność prowadzić fotowyprawę do Andaluzji według programu mojego autorstwa. Wyjazd udał się znakomicie – mieliśmy wymarzoną pogodę (30°C w dzień to piękne przedłużenie lata), dobre światło, świetne humory i czadowego kierowcę, który wyglądał jak mafioso z okresu dwudziestolecia międzywojennego (i co chwilę gubił drogę).

Tak właściwie to była to Andaluzja i La Mancha. To właśnie w tej drugiej „rosną” słynne hiszpańskie wiatraki, z którymi potykał się Rycerz Posępnego Oblicza. Kiedyś usiany był nimi niemal każdy pagór, a i do dzisiaj sporo się zachowało. Jedne z najbardziej znanych stoją nad miasteczkiem Consuegra i stanowią atrakcyjny cel wizyt fotograficznych. Para ze zdjęcia poniżej to nie od nas:

consuegra-01

Wiatrakom towarzyszy mauretański zamek, który liczy sobie już ponad tysiąc lat (to ten pomarańczowy z tyłu):

consuegra-02

W czasach świetności był prawie nie do zdobycia – żeby stanąć na dziedzińcu, trzeba było pokonać siedem kolejnych bram.

Z Consuegry pojechaliśmy do Kordoby – ponoć najcieplejszego miasta Europy (przeciętna temperatura dnia w sierpniu to 37°C). Przez rzekę Gwadalkiwir Rzymianie przerzucili tu most, robiąc prezent fotografom:

kordoba_most-01

kordoba_most-02

Na drugim zdjęciu część naszej ekipy o wschodzie słońca.

W tle na pierwszym zdjęciu widać katedrę zbudowaną w środku meczetu. Ten niezwykły kompleks to słynna Mezquita, w której do dziś zachowało się ponad 800 kolumn:

mezquita-01

Uroda miejsca zachęca do robienia sobie selfies… w różnych pozycjach:

mezquita-02

mezquita-03

Andaluzja słynie z pueblos blancos, czyli małych miasteczek o śnieżnobiałej zabudowie. Najbardziej znanym jest Ronda, położona tak malowniczo, że bardziej się nie da:

ronda-01

Odwiedziliśmy tu m.in. łaźnie z czasów mauretańskich:

ronda-02_banos-arabes

Ronda została zbudowana na wysokiej skale przeciętej głębokim kanionem. Wizytówką miasta jest most łączący jego dwie dzielnice:

ronda-03

Przeprawa ma dramatyczną historię. Wiele osób zginęło przy jej budowie, a podczas wojny domowej zrzucano stąd w przepaść jeńców (można o tym przeczytać w Komu bije dzwon Hemingwaya).

Dzisiaj Ronda jest spokojnym miasteczkiem. Prócz szerokich panoram można tu fotografować miłe dla oka detale…

ronda-04

… albo siebie o zachodzie słońca:

ronda-05

Z Rondy zrobiliśmy sobie wycieczkę do Setenil de las Bodegas. Tutaj specjalnością są domy zbudowane jako przedłużenie pieczar pod skałami. Niektóre skały tak się wbiły w dachy, że aż wykrzywiły ściany 😉

setenil-01

Miasteczko najlepiej jest widoczne z kilku punktów widokowych:

setenil-02

Naszym następnym celem był Torcal de Antequera – skalne miasto na szczycie góry, z zupełnie innymi temperaturami niż na nizinach. Odpoczywaliśmy od upałów, podziwiając nieziemskie krajobrazy:

torcal-01

Torcal zamieszkują sępy, malpolony (największe węże Europy) i inne stwory. Najłatwiej jednak wypatrzeć wędrujące po skałach kozice:

torcal-02

Przed Granadą odwiedzamy jeszcze jedno pueblo blanco – Montefrío. Leży w środku gór, z dala od cywilizacji. Trudno tu trafić, a jeszcze trudniej stąd wyjechać, o czym przekonał się nasz kierowca, krążący nocą po górach z obłędem w oczach. Samo miasto wygląda rewelacyjnie:

montefrio-01

A najlepiej po zmroku, kiedy włączane jest sztuczne oświetlenie:

montefrio-02

No i Granada, z Alhambrą, Albaicín (największą mauretańską starówką w Hiszpanii) i świetnymi punktami widokowymi. Najbardziej znany jest ten, z którego widać Alhambrę:

granada-01

Albaicín to świat uliczek, podwórek, placyków… zupełnie jakby przeniesiony z sąsiedniego Maroka:

granada-02

Ciekawe są tu nawet studzienki kanalizacyjne:

granada-03

Dzisiejszej Granadzie najlepiej przyjrzeć się we współczesnym centrum. można tu na przykład znaleźć bar tapas o niebanalnej nazwie:

granada-04

W Andaluzji nie może brakować gitarzystów:

granada-05

Chociaż większe zaciekawienie budziła dziewczyna o niebanalnej urodzie, grająca na hangach:

granada-06

Granada to świetne miejsce do zakupu pamiątek, w tym hiszpańskich wachlarzy:

granada-07

A na koniec znowu La Mancha. Tym razem jesteśmy w Campo de Criptana i na pożegnanie fotografujemy tamtejsze wiatraki we wspaniałym świetle:

campo-de-criptana-01

campo-de-criptana-02

campo-de-criptana-03

Gorąca Andaluzja za nami, a przed nami kolejne fotowyprawy. Już wkrótce Bawaria i Szkocja, a w lutym Lofoty (na żadną nie ma już miejsc). W maju jedziemy do Portugalii, w październiku w Dolomity i do Wenecji oraz jeszcze raz do Bawarii, a w listopadzie powtórzymy Szkocję w trochę innym wariancie i wypuścimy się do Laosu i Kambodży. Wszystkie fotowyprawy organizujemy z Klubem Podróży Horyzonty, a terminy niedługo zostaną ogłoszone na stronie internetowej biura.

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Od wiatraków do… wiatraków

consuegra

Ruszamy do Andaluzji. To pierwsza fotowyprawa na Półwysep Iberyjski, ale w tamtych stronach już byliśmy. Z Rondy do marokańskiego Szafszawanu, który odwiedziliśmy rok temu, jest w linii prostej 177 km. W Andaluzji do dziś widoczne są pozostałości po Maurach, którzy władali nią przez kilkaset lat. Choćby Alhambra, uważana za największy klejnot architektury islamu (a już na pewno zachodniego islamu). Albo Mezquita, gdzie katedra stoi w środku meczetu.

Zaczniemy i skończymy na wiatrakach, które też ponoć mają muzułmańskie korzenie. Już jutro pierwsza sesja: z wiatrakami na wzgórzu nad Consuegrą, o które kruszył swoją kopię Rycerz Posępnego Oblicza. Przystojniak ze zdjęcia powyżej też tam będzie 🙂

Opublikowano Aktualności | Skomentuj

Wschód słońca nad Madre de Dios

madre-de-dios-01

O największych rzekach Amazonii słyszał każdy. Amazonka, Ukajali i tak dalej. Są tu jednak tysiące mniejszych, nieznanych, jak na przykład Madre de Dios w peruwiańskiej części regionu. Żeby było ciekawiej, samo Peru kojarzy się z Andami i nobliwymi paniami w kapeluszach i „łowickich” spódnicach, a tymczasem dżungla zajmuje ponad połowę kraju. Wracając do Madre de Dios – w skali całej Amazonii jest dość podrzędnym ciekiem: wpada do Beni, ta do Madeiry, a dopiero Madeira do samej Amazonki. Nie zmienia to faktu, iż nasza „rzeczka” jest znacznie większa od Wisły…

               Podczas fotograficznej eksploracji Amazonii postanowiliśmy zrobić sobie poranny wypad nad rzekę, do papuziej stołówki. Za takową służy gliniane zbocze na brzegu, gdzie papugi przylatują na śniadanie (w glinie znajdują się niezbędne im składniki odżywcze). Spotkanie jest w zasadzie gwarantowane, bo zawsze pojawiają się w tym samym miejscu i o tej samej porze – tuż po świcie.

               My przypłynęliśmy wcześniej, co pozwoliło nam delektować się mgiełkami nad wodą. Poniżej oddział Delta Force w drodze na akcję:

madre-de-dios-02

Szybki desant na brzegu i można było zacząć „strzelać”, tym bardziej, że  wkrótce wystrzeliło słońce i świat nabrał kolorów:

madre-de-dios-04

I zaczęły pojawiać się pierwsze jednostki pływające:

madre-de-dios-05

madre-de-dios-06

Samo wybrzeże tuż po świcie wygląda najlepiej (potem światło wiele traci ze swojego uroku):

madre-de-dios-07

W końcu pojawiły się papugi. I to od razu całą rozwrzeszczaną watahą. Najpierw trochę pokrążyły nad brzegiem, a potem wylądowały i przyssały się do gliny:

papugi

Impreza trwała jakieś pół godziny, po czym tak szybko jak się pojawiły, papugi poleciały. Ta poniżej wygląda jakby miała rozwalić sobie skrzydła niczym myśliwiec o ściany tunelu w trzeciej części Indiany Jonesa, ale w ostatniej chwili zrobiła unik:

papuga

A my daliśmy sygnał do odwrotu i popłynęliśmy na zasłużone śniadanie, po drodze podziwiając drzewa trzymające się na glinie wbrew prawom fizyki:

wybrzeze-madre-de-dios

Opublikowano Aktualności | 5 komentarzy

Fotowyprawa na Lofoty…

Reine wschód słońca

…odbędzie się w lutym 2017 r. Luty to fajny miesiąc i pod dwoma względami szczyt sezonu. Rybacy przybywają tu żeby łowić dorsze, a fotografowie – żeby wykorzystać wspaniałe światło polarnej zimy na jednym z najpiękniejszych archipelagów na świecie. Dzień trwa dosyć krótko i przez cały ten czas słońce świeci pod niskim kątem, tak jak u nas tuż po wschodzie albo tuż przed zachodem. A jeśli akurat nie świeci to pogoda i tak jest dynamiczno-fotogeniczna. Samej zimy nie trzeba zbytnio się obawiać. Lofoty są podgrzewane przez Prąd Zatokowy i temperatury oscylują wokół zera stopni (w bieżącym roku średnia temperatura lutego wyniosła –0,5°C).

Już jest pewne, że śpimy w przystosowanych dla turystów rybackich domkach, z których roztacza się widok marzeń (mamy go na zdjęciu powyżej).

Zdjęcie poniżej też powstało w tych stronach.

Więcej szczegółów na temat wyprawy na stronie Klubu Podróży Horyzonty.

Reine po zmroku

Opublikowano Aktualności | 3 komentarzy

W krainie piosenek

Opole

Wracam po wakacyjnej przerwie. Właśnie odwiedziłem Opole i okolice. Nikt mi nie śpiewał, bo festiwal już się skończył, ale za to miałem przyjemność pochodzić po fajnych górkach, zobaczyć miasteczka otoczone murami obronnymi i pałace w olbrzymich parkach, polować na światło nad pofałdowanymi polami i… na jelenie na tle zachodzącego słońca (uciekły kiedy dałem po hamulcach). Zaliczyłem też Pradziada w czeskich Jesionikach, dokonując śmiałego wejścia asfaltowym trawersem partii podszczytowych. U stóp góry leży znane uzdrowisko Łaźnie Jesenik, w którym swoje wodolecznicze eksperymenty uskuteczniał niejaki Vincent Priessnitz. Nazwisko brzmi swojsko, prawda?

Na zdjęciu pociąg,  do którego nie można wsiąść, ale na pewno nie jest byle jaki.

Opublikowano Aktualności | Skomentuj