Kategorie
Aktualności

Most na rzece… tej rzece

Most Kwai 01

Tak tak, właśnie na tej. Może wygląda jak w Tczewie albo w Poznaniu na Garbarach, ale to on sam w całej (prawie) okazałości: most na rzece Kwai. Notabene Tajowie wymawiają nazwę rzeki mniej więcej jak „kłe” – jak się mówi „kwai” to kojarzy im się to z bawołem i mają niezły ubaw.

Niestety, historia budowli daleka jest od ubawu. Most to element tzw. Kolei Śmierci, czyli linii kolejowej, którą w czasie II wojny światowej Japończycy zbudowali rękami jeńców wojennych, w dużej mierze europejskich. Wiodła z Tajlandii do Birmy, a celem jej konstrukcji było zapewnienie transportu dla japońskich wojsk okupujących tę drugą. Jeńcy (oraz azjatyccy robotnicy przymusowi) pracowali w koszmarnych warunkach – szacuje się, że przy budowie 400-kilometrowej trasy zginęło łącznie około 100 tysięcy osób. Pewnie nikt by o tym nie wiedział, gdyby nie film Davida Leana Most na rzece Kwai (1957). Co prawda nie opowiada on dokładnej wersji wydarzeń, ale praca więźniów została tu przedstawiona na tyle sugestywnie, że nagrodzono go siedmioma Oscarami.

Prawdę mówiąc, na wiele most Japończykom się nie przydał. Niedługo po zbudowaniu został zbombardowany przez aliantów i dziś oryginalne są tylko jego boczne przęsła (środek zrekonstruowano):

Most Kwai 02

Tak naprawdę most przydaje się dopiero teraz – jako atrakcja turystyczna Tajlandii. Z niedalekiego Bangkoku ciągną tu wycieczki, a rozłożone w sąsiedztwie miasto Kanchanaburi rozkwita. Wokół powstały hotele, pensjonaty i knajpy na wodzie:

rzeka Kwai

W tych ostatnich można wypić „tematyczne” piwo…

Kwai 03

… stąd też rozciągają się najlepsze widoki (zdjęcia wyżej). Po moście można chodzić, z czego korzystają tłumy zwiedzających. Najciekawiej jest, kiedy nagle z dżungli na drugim brzegu wyłania się pociąg i wszyscy muszą uciekać na specjalne platformy po bokach:

Most Kwai 03

W końcu jednak skład znika…

Most Kwai 04

I towarzystwo (tu akurat dosyć przerzedzone) wraca na tory:

Most Kwai 05

Trochę mi to przypomina opowieść Kapuścińskiego o targowisku na torach w Senegalu, które rozpierzchało się na boki, kiedy zza zakrętu wypadał pociąg. A sam most zapewne nie stanowiłby takiej atrakcji, gdyby nie film. Co ciekawe, „mostowe” sceny kręcone były na Sri Lance, ale tam już mostu nie ma… (kto oglądał film, wie dlaczego).

W odpowiedzi na “Most na rzece… tej rzece”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.