Kategorie
Aktualności

Un quetzal, una foto!

Fotograficzni ortodoksi twierdzą, że za zdjęcia nigdy się nie płaci. Ja uważam, że czasami można.

   Jeżeli ktoś, szczególnie w biednym kraju, ma okazję sprzedać swój wizerunek i na tym zarobić, to dlaczego nie miałby tego wykorzystać. Wolę to od nachalnego żebractwa. Oczywiście fajniej jest nawiązać z modelem kontakt intelektualny i zrobić mu portret ku obopólnej przyjemności, ale w miejscach często odwiedzanych przez turystów może to się okazać niemożliwe. Nie powinno się też płacić dzieciom, bo rujnuje to ich obraz świata, szczególnie jeśli dostaną więcej niż rodzic zarabia przez cały dzień. Jeśli nie ma innej możliwości (a w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie coraz częściej nie ma), lepiej dać im drobny upominek. Niezły patent to fotografowanie przy zawieraniu transakcji: ty mi ten dywan, a ja ci sto dirhamów i portrecik. Zwykle to działa.

            Może ktoś powiedzieć, że to nie jest czysty styl – że lepiej spędzić z modelem więcej czasu i zaprzyjaźnić się, a po zrobieniu zdjęcia obiecać przysłanie odbitki (i potem oczywiście to zrobić). Takim osobom polecam wizytę w słynnej etiopskiej dolinie Omo, gdzie niektóre plemiona mają z góry ustalony cennik fotografowania, a u tych bardziej atrakcyjnych płaci się za sam wstęp do wioski.

            Na zdjęciu dziewczynki z zachodniej Gwatemali, gdzie Indianki ubierają się „po swojemu” od czasów gdy jeszcze nie było tu turystów, a najczęstszym zdaniem jakie słyszy osobnik wyposażony w aparat jest „jeden quetzal, jedno foto!”.

8 odpowiedzi na “Un quetzal, una foto!”

Z moich skromnych doświadczeń wynika, że to rodzaj „żebractwa fotograficznego”. Niestety nigdy do końca nie wiemy, czy ktoś robi sobie z tego biznes, czy naprawdę sytuacja go do tego zmusza, bo nie ma co do garnka włożyć.
Ale to, oczywiście, tylko moje zdanie.

Sposobem mogą być podróże w stylu studenckim, czyli kilkumiesięczne (jeśli ktoś ma czas i pieniądze). Wtedy można gdzieś osiąść na dłużej, wtopić się w społeczność i przyzwyczaić ją do aparatu. Ale to też tylko w niektórych miejscach, a ich liczba maleje. Nie twierdzę, że to źle – tak jest i tyle.

Hm, taki, który ma naprawdę mnóstwo czasu i niskie wymagania co do standardu życia? To zresztą nie tylko u nas funkcjonuje, że robi się wyprawę, a gdy kończą się pieniądze, to się osiada gdzieś, gdzie się uczy miejscowe dzieci angielskiego czy podejmuje jakąś inną pracę, gdy się zarobi, to się rusza dalej. To wersja podróży plecakowo-śpiworowej.

Na przykład w Etiopii spotkałem Kanadyjczyka, który na pół roku przyleciał do Afryki i przemieszczał się po niej rowerem, a na granicach w rubryce profesja wpisywał „cyklista”. Oczywiście pochodzenie robi swoje. Trudno mi sobie wyobrazić studenta z Etiopii, który w ten sam sposób przemierza Kanadę…

„Zaprzyjaźnianie” się z przygodnymi modelami może być w wielu miejscach po prostu niemożliwe – w tych znanych z malowniczości i rozwiniętej turystyki jednocześnie. Nie chodzi nawet o kwestie bariery językowej (choć to też), ale osoby zarabiające na pozowaniu turystom po prostu nie będą sobie życzyć zawracania głowy rozmową. Płać, foć, spływaj i zrób miejsce następnym.

Etyczność płacenia za pozowanie jest rzeczywiście mocno dyskusyjna, natomiast akurat Gudzowaty nie jest jakoś szczególnie przekonujący jako zwolennik „miękkiego”, zaangażowanego i etycznego wejścia w dokumentowaną społeczność – przynajmniej od czasu „reportażu” z klasztoru Shaolin.

i tak i nie 😉
Pan Tomasz Gudzowaty w jednym wywiadów powiedział „… najważniejsze w fotografii są „dobre emocje”. Kiedy robię zdjęcia staram się nigdy nie być intruzem w środowisku do którego przybywam. Wyjęcie aparatu fotograficznego nie powinno być pierwszą czynnością, a ostatnią. Aparat fotograficzny jest czymś bardzo demonicznym. . . ” Choć wiele w tym co pisze autor bloga jest słuszności sam kilka razy płaciłem za zrobienie zdjęcia i uważam iż to nic złego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


CAPTCHA Image
Reload Image

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.