Kategorie
Aktualności

Od góry Nebo do Wadi Rum

01

Minął ponad miesiąc od naszej pierwszej bliskowschodniej fotowyprawy. Miło wrócić myślami do bajecznych kolorów i zniewalających pejzaży pięknej Jordanii (to jeden z plusów bycia fotografem – wyjazdy nie kończą się dla nas kiedy wracamy do domu: zgrywając, obrabiając, pokazując znajomym zdjęcia nadal jesteśmy na fotowyprawie i przeżywamy wszystko od nowa).

Fotograficzną akcję zaczęliśmy na górze Nebo, na której biblijny Mojżesz dokonał żywota.

Początek był dość, hmm… kontrowersyjny. Wiatr na szczycie prawie przewracał autobus, a wyjście na zewnątrz stanowiło akt heroizmu. Na szczęście w okolicach świtu trochę zelżał (albo tak sobie wmawialiśmy) i w co bardziej osłoniętych miejscach można było nawet rozstawić statyw. I całe szczęście, bo pierwsze promienie słońca wspaniale oświetliły izraelski brzeg Morza Martwego:

02

Nad samym „morzem” już nie wiało i temperatury były bardziej przyjazne (zawsze jest tu o kilkanaście stopni cieplej niż w Ammanie). Z przyjemnością zrobiliśmy sobie fotostop u wylotu kanionu Mudżib:

03

Po nasyceniu oczu widokami i kart pamięci zdjęciami wypiliśmy obowiązkową herbatkę i ruszyliśmy dalej, do rezerwatu przyrody Dana. To największy obszar chroniony w Jordanii. Żyją tu różne niebezpieczne zwierzęta:

04 2

Oddalenie od cywilizacji sprawia, że nie ma zanieczyszczenia świetlnego i można się pokusić o nocne fotografowanie bez obawy, że wyjdzie nam pomarańczowe niebo (jasny pierwszy plan to sprawka Łysego):

04 3

Następnego dnia dotarliśmy do Petry. To jeden z siedmiu nowych cudów świata, na równi z takimi tuzami jak Machu Picchu i Wielki Mur Chiński. Widok różowego Skarbca wyłaniającego się spomiędzy skał dobrze jest znany podróżnikom i fanom Indiany Jonesa:

05

Petra to także żyjący tu ludzie, którzy mają uciechę z turystów zostawiających u nich pieniądze, a turyści mają uciechę robiąc im zdjęcia. Panowie fotografowali panów…

06

A panie – panie (oczywiście inne konfiguracje też się zdarzały 🙂 ):

07

Petra jest magiczna o każdej porze, ale najbardziej po zmroku. Prawdziwym hitem było nocne przejście wąwozem Siq, oświetlonym setkami świeczek w papierowych torebkach:

08

Celem był ponownie Skarbiec (który niedawno okazał się być grobowcem). Raz na kilka dni odbywa się tu przedstawienie typu światło-dźwięk. Plac przed Skarbcem oświetlany jest takimi samymi świeczkami jak wąwóz, a skalne ściany odbijają dźwięki rzewnych melodii (i nagrane głosy baranów). Wrażenia niezapomniane:

09

Drugim hitem Jordanii jest Wadi Rum – jedyna w swoim rodzaju pustynia piaszczysto-skalista:

10

Miejsce to upodobali sobie miłośnicy pięknych widoków, wspinacze, a także – jako pierwszy – Lawrence z Arabii, który prawie sto lat temu przyczynił się do wypędzenia stąd Turków. I oczywiście fotografowie z Lechistanu, którym niestraszne były wertepy pokonywane w podskakujących Land Cruiserach, tumany kurzu wzbudzane przez powyższe oraz dość szokujące różnice temperatur. Niektórzy dla idealnych kadrów potrafili nawet wspinać się na pionowe skały:

11

Tradycyjnie popularnością cieszyły się czworonogi. Pęknięta opona w jednym z samochodów stała się świetnym pretekstem do polowania na wielbłądy:

12

Z kozami było łatwiej, bo same przyszły. Pewnie lubią być fotografowane:

13

Wadi Rum było najdalej na południe wysuniętym miejscem na trasie. Wracając do Ammanu zajrzeliśmy jeszcze do zamku Karak, zbudowanego przez krzyżowców i zdobytego przez wojska Saladyna po oblężeniu, które trwało… osiem miesięcy:

14

Na koniec wróciliśmy nad Morze Martwe. Tu grupa podzieliła się: jedni zażywali kąpieli, inni zasadzili się na zachód słońca, a jeszcze innym udało się połączyć przyjemne z… przyjemnym. I o to chodzi 🙂

15

W Jordanii byliśmy pierwszy raz, ale pewnie nie ostatni. Jest zbyt piękna i zbyt przyjazna, żeby tak ją zostawić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


CAPTCHA Image
Reload Image

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.