Kategorie
Aktualności

Listy z trasy

Dom, 3.05.2014, 17.51

Szalony powrót za mną. Szalony pod tym względem, że wszędzie połączenia miałem “na styk” i do końca nie wiedziałem, czy uda mi się wrócić w zamierzonym czasie. Do tego stopnia, że lada chwila na dworzec Warszawa Centralna miał się wtoczyć pociąg do Poznania, a ja siedziałem uwięziony na lotnisku z powodu alarmu quasibombowego.

Oczywiście bywalców fotowypraw nie zdziwi, że ja jestem w domu, a mój bagaż jeszcze w Londynie 🙂

Niedługo pewnie wrzucę kilka zdjęć. Jeśli czas pozwoli, bo wiosna szykuje się bardzo gorąca (niezależnie od pogody)…

 

Marion (Illinois), 29.04.2014, 21.45
Zatrzymuję samochód na stacji benzynowej. Idę zapłacić (najpierw się płaci), a potem próbuję nalać. I nic. Naciskam, przekładam, przyduszam… Nic. Widzę nalepkę “press here”, więc wywieram presję. Na nic. W końcu przychodzi zaintrygowany pracownik i pokazuje: “no przecież tu trzeba podważyć, ta nalepka to od innych dystrybutorów”.
Śniadania to testy na inteligencję. Jeszcze żadnego nie zdałem. Wszystko automatyczne i jednorazowe. Za pierwszym razem nie zrobiłem sobie kawy: musiał interweniować recepcjonista. Zresztą nie tylko ja. Europejczycy z reguły podrapią się po głowie nad jakąś maszyną i rezygnują. Ja nie jestem taki honorowy (“pani, jak się to obsługuje?”). Tak jest z wieloma innymi rzeczami. W motelach zamiast kluczy do drzwi są magnetyczne karty i jedne te drzwi otwierają, a inne nie chcą… W łazienkach żeby wziąć prysznic trzeba czasem wykonać kilka dziwnych ruchów… I tak dalej, i tak dalej. Podróże zdecydowanie kształcą 🙂

Baton Rouge, 27.04.2014, 19.17
Wjeżdżając do któregoś stanu autostradą zwykle można się natknąć na Welcome Center, czyli punkt informacyjny z kilogramami bezpłatntych broszur i – co najważniejsze – dokładną mapą drogową stanu (też bezpłatną). Jednak obiekt przy wjeździe do Luizjany trochę różni się od tradycyjnego biura informacji turystycznej. Prócz dowiedzenia się wszystkiego co trzeba (mi było dużo trzeba i przemiłe starsze panie pod koniec były już wyraźnie znużone moją obecnością) można tu też wypić wspaniała kawę. Prawdziwe atrakcje czekają na tyłach budynku. Jest tu jezioro, nad którym natknąłem się na taki znak:
image

Niezła ściema pod turystów – pomyślałem, podobnie odnosząc się do pobliskiego napisu “beware of snakes”. Potem zrobiliśmy sobie spacer ścieżką przez mokradła, podśmiechując się z węży i krokodyli za każdym krzakiem. Gdy wracaliśmy, na brzegu jeziora natknęliśmy się na małą zadymę: kilkunastoletni chłopak z przejęciem wpatrywał się w wodę, z której wypełzał w jego kierunku aligator. Szybko wskoczyłem do wody, zdzieliłem gada teleobiektywem i wyszedłem na brzeg witany oklaskami. No dobra, aligator był mały i nie była potrzebna żadna interwencja. Tym niemniej, miał ochotę kogoś użreć i gdyby to zrobił, straty byłyby konkretne. Już inaczej patrzyłem na znaki ostrzegawcze nad jeziorem i gdy wracałem do samochodu, patrzyłem uważnie pod stopy (chociaż trawa była wystrzyżona prawie do zera).

Moab, 23.04.2014, 23.03
image

Antelope Canyon to miejsce znane z albumów fotograficznych. Leży na terenie Navajo Tribal Lands, czyli rezerwatu Nawahów, który ponoć jest większy od Czech. Można go zobaczyć wyłącznie wykupując drogą wycieczkę u Native Americans czyli Indian (nie lubią tego określenia). W siedzibie Antelope Cośtam Tours za biurkiem stała Sprytna Lisica, która wszelkie próby negocjacji ceny ucinała w zarodku. Wsiedliśmy na otwartą pakę turystycznego jeepa, czekając co będzie dalej. Po chwili pojawił się Rączy Mustang, który wskoczył za kierownicę i ruszył z fasonem. Ciekawostką były pasy bezpieczeństwa: jeden na dwie osoby. Na szczęście wystarczyły, chociaż przechyły na zakrętach stanowiły dla nich poważne wyzwanie. Wkrótce asfalt zamienił się w piach, po którym dojechaliśmy do celu. Okazało się, że Rączy Mustang jest też przewodnikiem. Jego głównym zajęciem podczas marszu po kanionie było pokazywanie najlepszych miejsc zdjęciowych (“Stand here!, Camera!, Follow!”). Opowieści za bardzo nie snuł, więc trzeba było doczytać samemu. To fantastyczne dzieło erozji zostało odkryte niecałe sto lat temu przez indiańską (natywnoamerykańską) dziewczynkę, która zapuściła się tu pasąc krowy. Dla Nawahów jest świętym miejscem (co nie przeszkadza im nieźle na nim zarabiać). W biurze Antelope Cośtam Tours można było przeczytać o zakazie nagiego fotografowania się w kanionie i o tym, że złamanie zakazu grozi osądzeniem według tradycji plemiennych (wolałem nie sprawdzać co to znaczy 😉 ).
Zdjęcie na górze przedstawia wejście do kanionu (bez słynnych świetlnych refleksów – takie są w środku).
A to zdjęcie pokazuje fantazję w lokalnym nazewnictwie geograficznym. Takie rzeczy tylko w Ameryce 😉
image

Chicago, 16.04.2014, 21.55
image

Ja wiem, że Winter City i Windy City, ale jak zobaczyłem, że będzie tu plus jeden to nie mogłem uwierzyć. Nie cierpię zimna i przecież nie po to lecę taki kawał żeby teraz cierpieć. To pewnie jakaś pomyłka. Jakoś tak za połową trasy chmury poniżej zaczęły ustępować i na dole pojawiło się coś ciemnego z białymi pasami. Lasy i jeziora! – pomyślałem zadowolony. Ale jakieś dziwne… To są chyba zamarznięte jeziora. Dalsza inspekcja wykazała, że to ciemne to woda. Zamarznięty Atlantyk z białymi pasami śniegu, pewnie na zamkniętych szczelinach. Wpadłem w przygnębienie, a mojego nastroju nie poprawił widok lądu, całego w bieli. Jeszcze się łudziłem, że na lotnisku oficer imigracyjny mnie nie wpuści i będę mógł wrócić, ale miał dzisiaj słaby dzień.
Na szczęście w Chicago okazało się, że nie jest tak tragicznie. Co prawda na porannej sesji było znacznie mniej niż plus jeden, ale szybko się ociepliło do całych plus dziesięciu. Ciekawy jest hostel, w którym śpię. Na śniadanie samemu robi się naleśniki (jest instrukcja). W różnych miejscach wiszą rozmaite zakazy, a jeden z nich mówi, że nie wolno łowić ryb w muszli klozetowej. I to ma być wolny kraj?
image

Londyn, 15.04.2014, 13.44
Heathrow i Frankfurt nad Menem. Dwa wielkie lotniska i dwie filozofie organizacyjne. Przez Frankfurt wracaliśmy w grudniu z Etiopii. Mieliśmy ponad godzinę na przesiadkę. Niby dużo ale mimo sprintu przez całe lotnisko jeden z nas nie zdążył i musiał czekać na następny samolot.
Heathrow to jakby kilka lotnisk w jednym. Najpierw jedzie się autobusem, potem idzie wyraźnie zaznaczonym fioletowym szlakiem, s potem jeszcze podjezdza pociągiem na różne bramki w obrębie jednego terminalu. Taka opcja bardziej do mnie przemawia. Jest przejrzysta i trudno się tu zgubić.
Zobaczymy co będzie dalej…

Warszawa, 15.04.2014, 10.47
Już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem na Okęciu bez grupy. Czuję się dość egzotycznie:-)
Za godzinę z hakiem wylot. Póki co Warszawa wygrywa z zachodnioeuropejskimi lotniskami (tymi, które akurat mi przychodzą do głowy) bezpłatnym Internetem.
C.d. zapewne n…

Kategorie
Aktualności

Trzysta metrów od domu

Warta 01

Mój siedmioletni syn ostatnio wyciąga mnie na wieczorne sesje w dolinie Warty. Od niedawna ma aparat z obiektywem Leica, więc zadaje szyku 😉 Polujemy na czerwone chmury. Na razie nie upolowaliśmy ani jednej, ale spacery są przyjemne i bez tego.

Warta 02

Warta 03

Ostatnio Latorośl zasadziła się na kormorana na drzewie i zrobiła mu pół karty pamięci zdjęć:

Warta 04

Chwilę potem wykonała całkiem zręczne zoomowanie:

Warta 05

Zobaczymy co przyniosą następne sesje. Na brzegu jest dużo śladów po bobrach. Może zrobimy jakiś szałas i się zasadzimy…

Kategorie
Aktualności

Z kamerą wśród… kwiatków

01

W Wielkopolsce sporo jest ciekawych miejsc, w których rosną dęby – najbardziej znane mogli zobaczyć Uczestnicy naszych warsztatów fotograficznych w Rogalinie. Zupełnie inaczej wygląda Rezerwat Leśny Dębina na obrzeżach Wągrowca. To piękne miejsce, pełne zwalonych, omszałych olbrzymów, przypomina trochę pierwotną puszczę. Najlepiej prezentuje się właśnie teraz: bezlistne drzewa nie stanowią przeszkody dla promieni słonecznych i doświetlony podszyt zamienia się w jeden wielki kwiatowy dywan. W końcu to kwiecień…

Zajrzałem tu żeby trochę poćwiczyć oko. Celując obiektywem w taką mnogość kwiatów ma się do dyspozycji tysiąc kadrów prawie bez konieczności ruszania się z miejsca. Pod względem kolorystycznym na tle zieleni odcinały się głównie niewinna biel i zmysłowy fiolet:

02

03

04

05

Kategorie
Aktualności

Uzupełnienie galerii

Berber na Saharze

Na podstronie GALERIA pojawiło się jeszcze trochę zdjęć. Dodałem galerie z Peru, Boliwii, Maroka, Dachsteinu i Rogalina. W każdej z nich są zdjęcia zrobione w ubiegłym roku – jeśli nie wszystkie to przynajmniej niektóre. To był dobry rok – zobaczymy czy obecny mu dorówna…

Kategorie
Aktualności

Etiopia i Etiopczycy

8392

Zapraszam do obejrzenia dwóch następnych podgalerii: Etiopia oraz mieszkańcy Etiopii. Miłego oglądania 🙂

Kategorie
Aktualności

Pierwsza galeria

Kościół Cminda Sameba

W czarnym panelu powyżej (trochę z prawej) pojawił się link GALERIE. Będę tam umieszczał wybrane zdjęcia z fotowypraw, delegacji, warsztatów i innych wyjazdów. Na początek zapraszam do obejrzenia kilkunastu fotografii z Gruzji. Co prawda wiele z nich już było publikowanych przy wpisach na blogu, ale nie wszystkie, poza tym teraz są większe i można je obejrzeć w bardziej cywilizowanych warunkach 🙂

Następne już wkrótce.

Kategorie
Aktualności

Rekonesans nad Wisłą

Grudziądz 01

Korzystając z kilku dni wolnego wybrałem się w okolice Grudziądza na fotograficzny zwiad. W planie miałem znalezienie kilku oczywistych punktów widokowych (patrz zdjęcie powyżej) i poszwędanie się po okolicy żeby znaleźć te mniej oczywiste. Szczęście mi dopisało: prawie cały czas świeciło słońce, a wieczorami pojawiały się subtelnie przebarwione chmurki. Było tak ciepło, że na łąkach można było usłyszeć buszujące w poszyciu myszy. Mój stary znajomy, Indianin Zachmurzona Twarz, był w wyraźnej defensywie. Zresztą od kiedy zaczęło sprawiać mi frajdę robienie zdjęć w każdych warunkach, jego towarzystwo stało się mniej uciążliwe.

Miałem też inny cel związany z fotografią: chciałem zobaczyć wystawę zdjęć z naszej fotowyprawy do Maroka autorstwa mojego przyjaciela, Adama Jędrzejewskiego. Niestety, tak się wkręciłem w szukanie plenerów, że nie zdążyłem.

Powyższe zdjęcie przedstawia starówkę Grudziądza od strony Wisły. Poniższe też:

Grudziądz 02

Okolice są nieźle pofałdowane, czego tak mi brakuje w Wielkopolsce:

Okolice Grudziądza

Po całym dniu objeżdżania gotyckich miasteczek i ruin zamków wieczorem wróciłem nad Wisłę. Nad rozlewiskiem w dolinie znalazłem ładną kompozycję z pionowych drzew i poziomych chmur:

Okolice Grudziądza 02

A nad samą rzeką czekał na mnie fioletowy zachód słońca. Od jakiegoś czasu bardzo lubię ten zimno-ciepły kolor – mi zdecydowanie kojarzy się z ciepłem:

Wisła, zachód słońca

Kategorie
Aktualności

Wiosenna inspiracja

ITB Berlin 01

Gdzie najlepiej szukać natchnienia przez kolejnymi podróżami? Określenie „wiosenna inspiracja” może kojarzyć się z łąką pełną kwiatów, ale z takiego miejsca w ogóle nie chce się wychodzić, więc raczej nie zachęca do podróży. Lepiej pojechać na berlińskie targi turystyczne ITB. Można tu spotkać przedstawicieli prawie wszystkich krajów, a także miejsc i tworów, o których człowiek nigdy nie słyszał, nawet jeśli ma na ścianie dokładną mapę świata. Ta impreza ma swoje tradycje i rytuały powtarzające się każdego roku. Zawsze świetnie wypada na nich Polska – w osobnym pawilonie blisko głównego wejścia, z profesjonalnie przygotowaną ofertą wszystkich (na oko) regionów. Zawsze są egzotyczne śpiewy i tańce ze zgrabnymi tancerkami (zob. wyżej). Zawsze dzieci dostają sterty pamiątek niedostępnych dla dorosłych. Zawsze geje i lesbijki rozdają największe torby i później w każdym pawilonie można obserwować nobliwe starsze panie i panów mimowolnie reklamujących ideę „Gay & Lesbian Travel”. Zawsze pod koniec, po przejściu jakichś 80 km, nogi już dalej nie chcą… No może nie 80, ale na pewno niewielu mniej 😉

Impreza była bardzo udana, kontakty zostały nawiązane, a bagażnik samochodu prawie się zapadł pod ciężarem zebranych materiałów inspirująco-informacyjnych.

Na przykład taka Sri Lanka. Od jakiegoś czasu o niej myślę, a patrząc na to zdjęcie myślę jeszcze intensywniej:

ITB Berlin 02

Algieria też jest ciekawa, ale po zrobieniu tego zdjęcia nie myślę o niej intensywniej…

ITB Berlin 03

Co innego możliwość spotkania celebrytów. Ta znana pani przez chwilę pozowała wyłącznie dla mnie. Była bardzo profesjonalna, bo w ogóle się nie ruszała kiedy kadrowałem 😉

ITB Berlin 04

Może weźmiemy jakąś popularną personę na którąś fotowyprawę i będziemy ją obfotografowywać na tle skał, wydm, dębów albo dżelad?

Kategorie
Aktualności

Najpiękniejsza pustynia świata

Jordania, Wadi Rum 01

Tak o niej mówią obeznani z tematem. Wadi Rum w Jordanii to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Z piaszczystej równiny wyrastają tu gigantyczne skały, tworząc niemal surrealistyczny krajobraz. To tak jakby na pustynię przenieść Dolomity albo góry Patagonii. Tylko jeszcze bardziej czadowo, bo niektóre ze skał (osiągających kilkaset metrów wysokości!) wyglądają jakby stworzyła je ręka jakiegoś olbrzyma (np. formacja „przecięta” na pół niczym gigantycznym toporem). Jordania, Wadi Rum 02Do tego dochodzą wysokie wydmy w różnych kolorach (np. krwistoczerwona), mosty skalne, petroglify i beduińskie obozy (większość z turystami, ale trudno nazwać to miejsce obleganym).

Kiedy byłem tu po raz pierwszy, najbardziej urzekły mnie kształty i kolory. Może w szczególności kolory, ciepłe, miłe dla oka i… obiektywu. Za ponad pół roku moje obiektywy znowu nasycą się tymi widokami. W listopadzie wybieramy się na fotowyprawę do Szwajcarii Bliskiego Wschodu (takim mianem określa się Jordanię ze względu na bezpieczeństwo i stabilność polityczną od wielu lat). Oprócz Wadi Rum zobaczymy Morze Martwe, głębokie i dzikie wąwozy, pozostałości po zamkach krzyżowców i oczywiście słynną Petrę, po której Indiana Jones uganiał na koniu. Oraz mnóstwo innych wspaniałości tego pięknego kraju.

Szczegóły wkrótce, a ja już nie mogę się doczekać…

Kategorie
Aktualności

Dęby razy cztery

Rogalin 01

Miał być inny klimat niż w poprzednim wpisie et voilà: dęby w niczym nie przypominają łabędzi. W weekend miałem przyjemność być przewodnikiem podczas warsztatów fotograficznych Rogalin–Kórnik, które zorganizowałem wspólnie ze znanymi nauczycielami fotografii. Odwiedziliśmy łęgi nadwarciańskie cztery razy (dwa o świcie i dwa o zmroku), dotleniliśmy się po uszy i zrobiliśmy tysiące zdjęć. Ekipa liczyła sobie jakieś półtora tuzina osób, a atmosfera była – jak zwykle – fantastyczna. Oczywiście ważną częścią warsztatów było też wieczorne omawianie naszych dokonań w kuluarach, czyli hotelowej salce konferencyjnej, w towarzystwie soków, paluszków i szarlotek. Dzięki temu każdy mógł się dowiedzieć co zrobił źle i co warto poprawić, ewentualnie dowodzić swoich racji podczas dyskusji przy dwóch okrągłych stołach.

Pogoda dopisała rewelacyjnie: mieliśmy cztery różne warunki oświetleniowe, przy czym za każdym razem światło było coraz lepsze. Poniżej kilka klatek:

Rogalin 02

Rogalin 03

Rogalin 04

Jeden z „pozmroków” poświęciliśmy na malowanie dębu latarkami i lampami błyskowymi. Różnie to wychodziło, na szczęście w tym przypadku malującemu (czyli mi) udało się jakoś nie wleźć w kadr ani nie machnąć nikomu światłem w obiektyw:

Rogalin 05

Na zasadzie kontrastu, kadry typowo „fakturowe” można zredukować do czerni i bieli:

Rogalin 06

Wydawać by się mogło, że spędzenie łącznie prawie dziesięciu godzin na nadwarciańskiej łące to lekka przesada, ale w tym miejscu wskazówki zegarków nabierają dziwnej właściwości: wystarczy kilka minut intensywnego fotografowania, żeby przesunęły się o godzinę do przodu 😉

Rogalin 07

Kategorie
Aktualności

Swan Sea

01 Kołobrzeg

Nie, nie byłem ostatnio w Walii, a na „Jeziorze Łabędzim” też dość dawno. Byłem za to nad Morzem Łabędzim, czyli nad Bałtykiem w środku zimy. Różnice z latem są dość łatwo zauważalne: jest nieco chłodniej, słońce zachodzi w innym miejscu, a zamiast ludzi plażę okupują ptaki. Najmniej liczne, ale najbardziej efektowne są łabędzie. Kiedy rozstawiłem się ze statywem żeby zamrozić wodę długim czasem naświetlania (wszyscy oprócz mnie nazywają ten efekt rozmywaniem) kilka osobników podpłynęło w nadziei na przekąskę. Przekąski nie było, bo na molo wisi wyraźna prośba o niedokarmianie (niestety, powszechnie ignorowana). Było za to ciekawskie zapoznawanie się z moim trójnogiem, a potem pełne gracji pozowanie do zdjęć. Z takiego bliska, że nie miałem problemów z fotografowaniem obiektywem szerokokątnym.

Kilka ujęć:

02 Kołobrzeg

03 Kołobrzeg

W pewnym momencie dwa znudzone samce (jak przypuszczam) zajęły się same sobą, próbując ustalić który rządzi:

04 Kołobrzeg

Do ustalenia nie doszło, bo zawodników spłoszyła grupa turystów („Ojej, wystraszyliśmy panu ptaszki!”). Może to i lepiej bo akurat zrobiło się ładne niebo i mogłem strzelić kilka landszafcików z kołobrzeską latarnią morską w mocnym punkcie:

05 Kołobrzeg

W następnym wpisie będzie zupełnie inny klimat…

Kategorie
Aktualności

Na głębokich wodach

Nie miałem dotąd do czynienia z fotografią studyjną, 01ale kiedyś trzeba zacząć. Tylko jak, skoro nawet nie mam lampy błyskowej (nie licząc wbudowanych w aparaty)? Poradziłem sobie za pomocą zwykłych lamp z dość mocnymi żarówkami i jasnego obiektywu. Na główną lampę narzuciłem rycerski płaszcz mojego syna, dzięki czemu uzyskałem cieplejsze kolory. Na szczęście nie było problemu z modelami – moje szanowne latorośle chętnie ustawiły się przed aparatem. Na pierwszy ogień poszła córka. Ma lat naście, jest więc w najbardziej „wymagającym” wieku (znaczy, ma największe wymagania względem swojego wyglądu). Zrobiłem kilkanaście ujęć, niektóre całkiem nieźle wyszły, choć obawiam się, że głównie dzięki naturalnej urodzie modelki niż moim staraniom (a może wbrew moim staraniom). Z synem poszło z jednej strony łatwiej (nie jeżył się na złe ujęcia), a z drugiej – trudniej (był znacznie mniej cierpliwy podczas pozowania). 02Potem przyszedł czas wywoływania. Przy krajobrazach już mniej więcej wiem jakie posunięcie przyniesie pożądany efekt. Tutaj błądziłem po omacku, choć na szczęście nie miałem daleko – starałem się najwięcej uzyskać już na etapie fotografowania.

Dwa zdjęcia z powyższej sesji obok. Proszę o konstruktywne komentarze, najlepiej pełne zachwytu 🙂