Nasza listopadowa fotowyprawa do Maroka odwiedzi m.in. Essaouirę – śliczne miasteczko nad Atlantykiem, znane z tego, że wieją tu urywające głowę wiatry (co bardzo sobie cenią windsurferzy) oraz z faktu, iż pół wieku temu upodobały je sobie dzieci-kwiaty. Ponoć po tutejszych plażach z lubością wałęsał się sam Jimi Hendrix, pogrywając niekiedy na gitarze akustycznej. Popularna opowieść głosi, że to właśnie tu skomponował słynną piosenkę Castles Made of Sand, ale w rzeczywistości zrobił to dwa lata przed wizytą w Maroku.
Uroda Essaouiry była znana na długo przed „Heńkiem”. Ponoć w 1952 r. mieli się tu spotkać dwaj inni jej wielbiciele, reżyser Orson Welles oraz Winston Churchill (ten drugi zresztą w ogóle uwielbiał Maroko). Dzisiaj odrestaurowana medyna jest popularna jak nigdy dotąd, w czym zapewne pomogło wpisanie jej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 2001 r.
Kilka kadrów z Essaouiry. Na pierwszym baszta Skala du Port, broniąca wejścia do portu:
Widok z jej szczytu w stronę medyny:
I sam port. Warto tu przyjść kiedy kutry wypływają na połowy lub z nich wracają:
W przeszłości miasto zwało się Mogador, co po berberyjsku oznacza ścianę. Nazwa odnosi się do murów, które – choć szturmowane przez dzikie fale Atlantyku – przetrwały do dziś w niezłej kondycji:
W samej medynie najlepiej jest zejść z głównych ulic i zaszyć się w jej czeluściach w poszukiwaniu malowniczych zaułków:
Jeśli ktoś wybiera się do Essaouiry robić zdjęcia, jeszcze raz przypomnę: wiatry wieją tu nieludzkie, dlatego obowiązkowym wyposażeniem fotografa jest pancerny statyw:


















































